Przekwalifikowanie współpracy B2B na umowę o pracę

Jednym z zagadnień, które rozgrzewają branżowe portale informacyjne, są doniesienia o projektowanych zmianach w zakresie uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy. Doniesienia te mają jednoznacznie złowieszczy wydźwięk, ale na temat warto spojrzeć na dwóch płaszczyznach, to jest z perspektywy możliwych skutków, ale też co do samych szans wejścia w życie zmian.

Pierwsza płaszczyzna jest szeroko komentowana w mediach branżowych – a więc co to będzie, jeśli nowelizacja wejdzie. A będzie straszniej niż w Halloween, bo:

  • prostą decyzją urzędnika Inspekcji Pracy zostaną podważone ustalenia na linii zleceniodawca-podwykonawca (prowadzący działalność);
  • takie podważenie otwiera drogę do wykazania zaległości w rozliczaniu składek na ubezpieczenia społeczne, rozliczeniach PIT, a nawet zakwestionowaniu rozliczeń w VAT (obu stron!);
  • a do wszelkich zaległości – odsetki.

Ale o tym co to będzie, nawet na konkretnych liczbach – jest już niemało publikacji.

A niemniej interesująca jest druga płaszczyzna – a więc nie co będzie, ale czy będzie. Bo projekt owszem jest – gdzieś między opiniowaniem, a pracą w komisjach i komitetach Rady Ministrów.

Czyli dla niewtajemniczonych w procesy legislacyjne – projekt jest, ale na bardzo wczesnym etapie. Jeszcze nie wypracowano jego ostatecznego projektu. Który to projekt Rada Ministrów musi zatwierdzić, Sejm przepracować i uchwalić, a Prezydent – podpisać. Wiemy więc o czym Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej myśli, ale co i kiedy rzeczywiście z tego wyniknie – przyszłość pokaże. Ale pewnej otuchy dodaje fakt, iż z racjonalnością planowanych zmian polemizuje samo Rządowe Centrum Legislacji.

Oczywiście, samo zjawisko „uciekania” z faktyczną pracą na iluzoryczną działalność na pochwałę nie zasługuje. Z tego prostego powodu, że tracą na tym zupełnie wszyscy:

  • „zlecający” – bo ryzyko skontrolowania i podważenia takiej relacji jest i dziś, i to całkiem realne (tylko w innym trybie);
  • „podwykonawcy” – bo będąc zależnymi od jednego pracodawcy, tracą ochronę Kodeksu pracy (i sami ryzykują podważeniem rozliczeń);
  • I cała reszta, czyli pozostali podatnicy – bo jeśli przez fikcyjną działalność wpływy do budżetu są mniejsze, to Ministerstwo Finansów skądś pieniądze wziąć musi – więc rodzą się nowe pomysły fiskalne, zmiany przepisów i uszczelnienia.

Ale to, że szara strefa i fikcyjna działalność nikomu nie służy – to jedno. A zrobienie rewolucji i wyposażenie Inspekcji Pracy w narzędzie o sile rażenia co najmniej dynamitu – to drugie.