Przejdź do zawartości

Startup, inwestor i prokurator. Kiedy pomysł na biznes może przerodzić się w sprawę karną?

Przyjmijmy, że mamy nowatorski pomysł na biznes, który staramy się wcielić w życie. Pomysł łączy innowacyjność, potencjalnie dużą rentowność, skalowalność, lecz również immanentnie wiąże się ze sporą dawką ryzyka i niepewności. Aby uzmysłowić o jakim ryzyku mowa: tylko dziesięciu procentom startupów udaje się utrzymać na rynku przez 5 lat. Sukces odnosi jeszcze mniejszy odsetek. Upada ogromna większość.

Bez kapitału nie ma startupu

Aby taki pomysł zrealizować potrzebujemy kapitału, bez którego ów pomysł pozostanie wyłącznie w naszej głowie. Własne pieniądze to z reguły zdecydowanie za mało. Nieważne czy staramy się zainteresować pomysłem rodzinę, aniołów biznesu, fundusze, banki czy rynek kapitałowy, za każdym razem trzeba kogoś do określonej wizji przekonać, aby uzyskać środki na jej rozwój.

W tym miejscu chciałbym nieco się zatrzymać. Jak już wskazałem, w przypadku startupu o utratę zainwestowanych pieniędzy łatwo. Nie każdy z inwestorów jest natomiast w stanie pogodzić się z porażką, szczególnie jeśli mamy do czynienia z inwestorem prywatnym, który własnych środków zainwestował sporo (w skrajnych przypadkach całość posiadanych oszczędności). A jeśli inwestor nie jest w żaden rodzinny lub towarzyski sposób powiązany z pomysłodawcą, to decyzja o szukaniu wszelkich możliwych sposobów odzyskania pieniędzy przychodzi mu łatwiej.

Gdy zawiedzie biznes, zaczyna się postępowanie karne

Pewna grupa takich inwestorów wcześniej czy później trafia do prokuratury, informując, że stali się ofiarami przestępstwa. Wskazują, że nikt o ryzyku utraty pieniędzy ich nie informował, bo przedstawiane im prognozy czy szacunki wskazywały wyłącznie na możliwość pomnożenia kapitału. Mówią, że zostali oszukani, żądają ściągania sprawcy oraz odzyskania od niego rzekomo wyłudzonych pieniędzy.

Dla takiego inwestora zainteresowanie sprawą prokuratora to rozwiązanie idealne. Prokuratora zawiadomienie bowiem przyjmie i zawiadamiającego wysłucha. A jeśli dojdzie do wniosku, że coś może być na rzeczy, to sprawdzi czy faktycznie mamy do czynienia z przestępstwem. Innymi słowy ustali czy inwestorowi faktycznie obiecywano złote góry, nie informując o ryzyku utraty pieniędzy. I co równie ważne z punku widzenia takiego inwestora, prokuratura zrobi to za darmo.

Z drugiej strony mamy pomysłodawcę, którego pomysł na biznes właśnie legł w gruzach bądź chyli się ku upadkowi. Nie tylko biznesowo nie odniósł sukcesu, lecz dodatkowo właśnie pojawia się przed nim widmo potencjalnej odpowiedzialności karnej.

Kilkukrotnie z dokładnie takimi sytuacjami się spotykałem. Sytuacjami, w których prokuratura koncentrowała swoją aktywność na badaniu przedstawianych inwestorom prognoz, zapominając, że są one jedynie pewnym wyobrażeniem przyszłości, które sprawdzić wcale się nie muszą.

Od badania prognoz i sposobu ich tworzenia do zarzutów droga krótka. Szczególnie, że prokurator nigdy działalności gospodarczej nie prowadził, o klientów walczyć nie musiał, ryzyka gospodarczego nie podejmował. Widząc kilku, kilkuset a może i tysiące osób fizycznych, które swoje pieniądze straciły, prokuratura często automatycznie staje po ich stronie w walce z „niedobrym i chciwym” przedsiębiorcą.

Między ryzykiem gospodarczym a odpowiedzialnością karną

Mamy coś na kształt walki dobra ze złem, tylko że w rzeczywistości po drugiej stronie (pomysłodawca) często również jest ktoś kto własne stracił pieniądze, a z reguły również kilka lat poświęconych na rozwój nieudanego startupu oraz reputację, na którą przez całe życie pracował.

 Piszę o tym, aby uzmysłowić jak płynna i uznaniowa bywa granica pomiędzy dopuszczalnym ryzykiem gospodarczym i potencjalną odpowiedzialnością karną oraz jak ważne jest profesjonalne podejście do tworzenia wszelkiej maści prognoz, biznesplanów czy założeń.

Należyta staranność jako najlepsza linia obrony

Jeśli bowiem takie dokumenty oprzemy na rzetelnie przeprowadzonych badaniach, dostępnych danych, zasięgniemy opinii ekspertów, skorzystamy z pomocy profesjonalistów, przedstawimy inwestorom różne możliwe scenariusze, a dodatkowo szczerze oświadczymy, że niczego zagwarantować nie możemy, to ryzyko odpowiedzialności karnej znacznie się oddali. Nigdy całkowicie nie zniknie, bo poczuciu krzywdy zawsze towarzyszyć będzie współczucie i naturalnie rodząca się chęć pomocy. Ale przynajmniej będziemy mieli argumenty, aby z zarzutami realnie walczyć.

Powyższe dowodzi, że „dochowanie należytej staranności” (w tym przypadku dotyczące opracowania szeroko rozumianych prognoz) nie jest tylko pustym pojęciem, lecz realnie decydować może o odpowiedzialności karnej bądź jej braku. Do prognoz celowo odwołuje się, bo bywają one najbardziej problematycznym elementem stanów faktycznych, z którymi miałem do czynienia jako obrońca przedsiębiorców tworzących startupy.

O tym trzeba myśleć już na etapie pozyskiwania inwestorów

Taki przedsiębiorca, szczególnie jeśli własny biznes chce skalować w oparciu o zewnętrzny kapitał inwestorów indywidualnych (np. obejmujących akcje), zawsze powinien brać po uwagę, że w przypadku niepowodzenia, będzie musiał tłumaczyć się w prokuraturze odwołując do działaniach, które podjął kilka lat wcześniej. Na ewentualność taką od początku powinien być przygotowany.

bio: Jakub Ślązak

Wróć do strefy wiedzy