Aleksandra Góra
5 mitów o alimentach, które mogą Cię zaskoczyć w sądzie
Alimenty to temat, wokół którego krąży mnóstwo „pewniaków”, przekazywanych przez znajomych, rodzinę albo internetowe komentarze. Problem zaczyna się wtedy, gdy okazuje się, że to, co „wszyscy wiedzą” w sądzie nie ma większego znaczenia. A wtedy zaskoczenie może okazać się kosztowne.
Poniżej 5 popularnych mitów o alimentach, które warto wyrzucić z głowy – zanim sprawa trafi na salę sądową.
Mit 1: „Jeśli nie pracuję, nie muszę płacić alimentów”
Nic bardziej mylnego.
Brak pracy nie oznacza automatycznie braku obowiązku alimentacyjnego. Sąd analizuje nie tylko to, ile ktoś faktycznie zarabia, ale również jakie ma możliwości zarobkowe i majątkowe. Co to oznacza w praktyce? Jeśli osoba zobowiązana do alimentów jest zdrowa, ma doświadczenie zawodowe i mogłaby pracować – sąd może uznać, że powinna osiągać dochód, nawet jeśli obecnie go nie ma.
Innymi słowy – „jestem bezrobotny” nie zawsze działa jak tarcza ochronna, ściągająca ze zobowiązanego pełną odpowiedzialność.
Mit 2: „Ale przecież ona/on jest w nowym związku, to chyba ten partner powinien dokładać”
Nie, nie i jeszcze raz nie. Dziecko ma dwoje rodziców i to oni zobowiązani są do pokrywania jego kosztów utrzymania. Nowy mąż, żona czy partner rodzica nie przejmuje obowiązku alimentacyjnego wobec dziecka drugiej osoby. Ponownie – alimenty obciążają rodziców, a nie ich obecnych partnerów (no chyba, że doszłoby do przysposobienia, ale to temat na odrębny wpis).
Ok, sytuacja życiowa rodzica może wpływać pośrednio na ocenę kosztów utrzymania gospodarstwa domowego (bo pewne koszty dzielimy np. na 3, a nie jak zaraz po rozstaniu na 2), ale to nie oznacza, że sąd nakaże finansowanie dziecka przez nowego partnera. I nie ma tu znaczenia jak majętny ten nowy partner jest.
To dość częsty argument podczas konfliktów rodzinnych – równie często okazuje się chybiony.
Mit 3: „Ale zaraz, ja też spędzam czas z dzieckiem, to czemu mam płacić?”
Bo kontakty z dzieckiem i alimenty to dwie różne kwestie.
Fakt, że rodzic spędza dużo czasu z dzieckiem, odbiera je ze szkoły, organizuje weekendy czy wakacje, może mieć znaczenie, ale nie powoduje automatycznie zniesienia obowiązku alimentacyjnego. Owszem, sąd bierze pod uwagę rzeczywisty udział w kosztach utrzymania i wychowania dziecka. Samo jednak widywanie się nie zawsze oznacza pokrywanie wydatków.
Zaznaczam, że nie mówię tutaj o opiece współdzielonej, gdzie kwestia alimentów może wyglądać zupełnie inaczej.
Mit 4: „Alimenty przecież muszą wynikać z jakichś regulacji, na pewno jest jakaś jedna tabela”
Niedawno w Internecie rzeczywiście „latały” tabele alimentacyjne, które wskazywały jaka powinna być wysokość alimentów w zależności od dochodów zobowiązanego. Jeśli widzieliście te tabele to na pewno zwróciliście uwagę, że wskazywane tam kwoty to była raczej fantastyka, niż rzeczywistość. Jak szybko tabele się pojawiły, tak szybko zniknęły.
W Polsce nie istnieje jedna oficjalna tabela, według której sąd wyliczy kwoty alimentów. Nie ma dwóch takich samych przypadków, są pewne standardy, ale to by było na tyle.
Przy ustaleniu alimentów znaczenie mają m.in. usprawiedliwione potrzeby dziecka, koszty życia, wiek i stan zdrowia dziecka, możliwości finansowe rodziców. Sąd bierze pod uwagę dotychczasowy poziom życia rodziny i wiele, wiele innych zmiennych.
Dlatego też dwie pozornie podobne sprawy mogą się zakończyć zupełnie innymi kwotami alimentów. To, że Jasiu i Kasia są w tym samym wieku nie oznacza, że ich potrzeby są takie same, kiedy Jasiu musi nosić aparat na zęby, a Kasia gra na harfie.
Mit 5: „Raz ustalone alimenty zostają już na zawsze”
Skoro życie się zmienia – alimenty też mogą.
Nikomu nie trzeba chyba tłumaczyć, że koszty utrzymania niemowlaka znacznie różnią się od kosztów utrzymania zbuntowanego nastolatka. Sądowi również tłumaczyć tego nie trzeba, wykazać – owszem, tłumaczyć – nie.
Zmiana sytuacji finansowej rodzica, utrata pracy, wypadek, narodziny kolejnego dziecka, wzrost potrzeb dziecka czy koszty leczenia mogą być podstawą tak do podwyższenia, jak i do obniżenia alimentów.
Wyrok dotyczący alimentów nie musi być – i z reguły nie jest – „na zawsze”. W określonych sytuacjach możliwa jest jego zmiana.
W sprawach o alimenty emocje często idą w parze z przekonaniem „przecież to oczywiste”. Tymczasem sąd opiera się na przepisach, dowodach i konkretnej sytuacji życiowej – nie na tym, co powiedziała sąsiadka. Dlatego przed podjęciem decyzji lub wejściem w spór warto sprawdzić, jak to wygląda naprawdę od strony prawnej. Bo czasem największym zaskoczeniem nie jest wyrok – tyko to, że popularny mit od początku był błędny.